poniedziałek, 3 lipca 2017

PRZEDPREMIEROWO: ŚWIATŁO, KTÓRE UTRACILIŚMY, JILL SANTOPOLO


Tytuł oryginału: The Light We Lost
Autor: Jill Santopolo
Seria: -----
Liczba stron: 344
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 5 lipca 2017

Nauczyłeś mnie, że zawsze trzeba szukać piękna. W ciemności, w ruinach potrafiłeś odnaleźć światło. Nie wiem, jakie piękno i jakie światło teraz odnajdę. Ale spróbuję. Zrobię to dla ciebie. Bo wiem, że ty zrobiłbyś dla mnie to samo.

Lucy i Gabe poznali się 11 września 2001 roku. Gdy wieże WTC runęły, a pył przykrył Nowy Jork, zrozumieli, że życie jest zbyt kruche, by przeżyć je bez pasji i emocji. I zbyt krótkie, by nie być razem.
Wkrótce jednak Gabe postanawia przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie i wtedy wszystko się zmienia. Lucy dowiaduje się o jego decyzji w dniu, w którym produkowany przez nią program telewizyjny zdobywa nagrodę Emmy. Dzień jej triumfu staje się też dniem, w którym coś nieodwracalnie się kończy. W kolejnych latach Lucy będzie musiała podjąć niejedną rozdzierającą serce decyzję. Czy pierwsza miłość okaże się też ostatnią? 

- Wydawnictwo Otwarte


Rozpoczynając Światło, które utraciliśmy nie miałam wielkich oczekiwań, zwłaszcza po przeczytaniu noty wydawniczej. Spodziewałam się kolejnego banalnego romansu, o którym zapomnę zaraz po jego skończeniu. Jednak już po przeczytaniu pierwszej strony książka wyróżniała się na tle innych. Autorka zdecydowała się na bardzo specyficzną narrację. Historia opowiedziana jest bowiem z punktu widzenia głównej bohaterki, Lucy. Kierując swoje słowa bezpośrednio do Gabe, opisuje ona ich relację od momentu poznania się. Ten zabieg nadaje książce charakter intymnego wyznania. Światło, które utraciliśmy to lektura, która niesamowicie wciąga. Zabierając się za nią musicie się przygotować na bezsenną noc lub brak efektywności w pracy. 

Książka Światło, które utraciliśmy jest bardzo realistyczna. Nie jest to kolejna sztampowa historia o dwójce studentów, którzy zakochują się od pierwszego wejrzenia i żyją długo i szczęśliwie. Jeśli szukacie lekkiej, nieco cukierkowej lektury o szarej myszce i chłopaku z idealną sylwetką, zdecydowanie nie powinniście czytać tej książki. Jeśli jednak marzy się Wam powieść, która pokazuje prawdziwe życie, to Światło, które utraciliśmy będzie idealne.

Bardzo związałam się z Lucy mimo, że jest najmniej ciekawą postacią. Towarzyszy nam ona przez całą książkę i dzięki narracji to właśnie ją rozumiemy najlepiej. Odwrotnie było z postaciami męskimi. Zarówno Gabe, jak i Darren są dla nas zagadką. Znamy ich tylko i wyłącznie z perspektywy Lucy. Darrena ciężko mi było polubić. Mimo wielu dobrych rzeczy wyraźniejsze były te złe. Lucy więcej emocji wkładała właśnie w te drugie przez co bardziej się na nich skupiałam. Co do Gabe'a mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie lubiłam go za egoizm i to, jak potraktował Lucy. Z drugiej jednak, zyskał moją sympatię dzięki paru dobrym cechom, w szczególności jego wrażliwości na cierpienie innych. Po głębszym przemyśleniu stwierdzam, że Gabe to postać tragiczna. Momentami było mi go nawet szkoda. 

Po skończeniu książki zastanawiałam si,ę czy nie zabrakło w moim egzemplarzu kilku rozdziałów. Byłam zdruzgotana sposobem, w jaki Jill Santopolo ucięła tę historię. Miałam tak wiele pytań, które pozostawały bez odpowiedzi. Początkowo uważałam nawet, że autorka nie miała pomysłu, co zrobić dalej z bohaterami. Dopiero, gdy opadły pierwsze emocje i zaczęłam myśleć racjonalnie, zdałam sobie sprawę, że ten zabieg był celowy. Światło, które utraciliśmy zwyczajnie nie mogło mieć innego zakończenia.

Ostatnio coraz częściej wspominam o okładkach książek. Właściwie nie powinny mieć one znaczenia. Jednak jako wzrokowiec zwracam na nie uwagę. Staram się nie pisać, że oprawa graficzna mi się nie podoba, zwłaszcza jeśli z historią jest odwrotnie. Uważam jednak, że ładnym i ponadprzeciętnym okładkom należy się parę słów. Światło, które utraciliśmy na to zasługuje. Kolorystyka i kompozycja zdecydowanie przyciągają i cieszą oko.  

Światło, które utraciliśmy to zdecydowanie najlepsza obyczajówka jaką czytałam. Historia Lucy i Gabe'a urzekła mnie i wywołała gamę emocji, od płaczu, poprzez śmiech, na prawdziwej rozpaczy kończąc. Po przewróceniu ostatniej strony jedyną rzeczą, na jaką miałam ochotę, było zacząć tę książkę od początku. Mam nadzieję, że jak tylko będziecie mieli okazję, również sięgniecie po tę poruszającą powieść. 

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte.



2 komentarze:

  1. Muszę przeczytać :) Już tyle wspaniałych recenzji o tej książce czytałam, że nie mogę się doczekać aż w końcu sama poznam tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie chcę sięgnąć po ten tytuł - pomimo tego, że na innym blogu zostałam już porządnie zaspoilerowana ;) Mimo to, czytam same pozytywne komentarze na jej temat. Poza tym, tak jak piszesz, okładka jest przepiękna :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń